Z Dariuszem Domagalskim rozmawiamy o eskapiźmie w fantastyce, a także: Czy e-booki i audiobooki wyprą tradycyjną książkę?

LO: Skąd u Pana zainteresowanie science fiction? Interesuje się Pan historią. Dlaczego, w swoich książkach, łączy Pan science fiction z historią?

 Dariusz Domagalski: Dlaczego science fiction? – bo wyrosłem z tego „pnia”, z tego gatunku. Będąc dzieckiem czytałem fantastykę, pierwsze utwory poublikowałem w czasopismach fantastycznych, uczestniczyłem w życiu fandomu fantastycznego.Obecnie jestem na takim etapie, że nie odżegnam się już od niej, chociaż teraz czytam też amerykańską literaturę czy Murakamiego. Posługuję się fantastyką tylko po to, żeby coś nakreślić, ukazać. Używam jej jako narzędzia. Traktuję pretekstowo.

 LO: Czy to nie jest tak, ze zagłębiając się w świat fantastyki, uciekamy od rzeczywistości?

 Dariusz Domagalski: Eskapizm – ucieczka od rzeczywistości. Jesteśmy na jakimś poziomie niedowartościowani i żeby od tego odskoczyć, od szarej rzeczywistości, od samych siebie – uciekamy w świat fikcji, który daje nam książka. W jakiś sposób jest nam wtedy łatwiej żyć. Fantastyka oprócz wprowadzenia nas w świat postaci daje nam inne życie.

LO: Czy inspiruje Pana Stanisław Lem?

Dariusz Domagalski: Lem jest świetnym stylistą. On wspaniale potrafi „żonglować” słowami, pięknie konstruuje zdania. Samo oddanie klimatu rzeczy, którą opisuje jest bardzo szczegółowe, dokładne. Jest wspaniałym obserwatorem ludzkiej natury, ale popełnił naukowe gafy. Pisał na przykład, że statek kosmiczny przemairzał kwadrat galaktyki, a przecież wiemy, ze przestrzeń określamy w trzech wymiarach.

LO: Jak Pan tworzy swoje książki?

 Dariusz Domagalski :To nie wygląda w ten sposób, jak to na filmach pokazują, że czeka się na wenę. To jest ciężka praca. I naprawdę samo pisanie zajmuje mi 2-3 godziny dziennie, kolejne 4 – 3 to poszukiwanie w źródłach potrrzebnych informacji. Absolutnie nie ma czegoś takiego jak natchnienie. Zawodowy pisarz powie, że nie ma czegoś takiego jak natchnienie. Miałem taki okres, gdy pisałem cykl krzyżacki, kiedy to wracałem z pracy i siadałem przy komputerze, i pisałem książkę. Nie tworzę w ten sposób, że mam wenę i siedzę po 12 godzin, piję kawę i pisze do rana, gdyż następnego dnia mogłoby się okazać, ze to co wydawało nam się ciekawie napisane, wcale takie nie jest. Ci, co najwięcej krzyczą, że są wspaniałymi pisarzami i jak należy pisać, to tak naprawdę nic ciekawego nie stworzą. Pokazują się na facebooku, na różnych forach, pouczają jak powinien wyglądać tekst. Ja ich tekstów nigdy nie widziałem! Ci, co rzeczywiście tworzą, nie mają czasu na fecebooka. Oni w tym samym czasie wolą poświęcić swój czas na pisanie. Pisarz też jest rzemieślnikiem. 10 % to jest talent, a pozostałe 90% to ciężka praca.

LO: Jaka literatura Pana inspiruje, fascynuje?

 Dariusz Domagalski: To zależy w jakim okresie mojego życia. Jak byłem dzieckiem to na przerwach czytałem książki o kosmitach. Później to była fantastyka naukowa, a następnie zafascynowałem się emocjami ludzkimi. Ucieczka od technologii w emocje. Później miałem taki okres w życiu, że próbowałem przeczytać noblistów. W ostatnim okresie czytałem: Murakami, Eco. Ja chyba potrafię poruszać się po różnych gatunkach, ale wszędzie były najważniejsze emocje, a nie sama fabuła i to jest piękne. Kiedyś chciałem przeczytać „Zmierzch”. „Zmierzch” miał dużo hejtów. Przyznam się, że ciężko przebrnąłem przez książkę, ale chciałem zobaczyć jaka jest.

LO: W Pana ostatniej książce znajdziemy elementy: science fiction, psychologii postaci, sensacji, a nawet kryminału. Czy to trzymanie się różnych gatunków to próba ucieczki od klasyfikacji pańskiego stylu pisania?

 Dariusz Domagalski: Tak, być może to jest mój eskapizm. Nienawidzę, jak ktoś mnie klasyfikuje i w momencie kiedy ludziom się wydaje, że mnie poznali, że już wszystko o sobie wiemy, nagle robię coś takiego, jak w życiu, żeby zaszokować. I być może to skakanie po gatunkach: czy sensacji czy kryminale to potrzeba, żeby mnie nie zaszufladkowano, nie uformowano.

 LO: Skąd Pan bierze pomysły?

 Dariusz Domagalski: Wydawca mi przysyła (Śmiech).

LO: Wydawca?

Nie, nie żartuję. Tak naprawdę nie lubię tego pytania. Nie mam czegoś takiego jak pomysły. Raz mi się zdarzyło, że  wydawca mi coś narzucił. Siedzę już w tym 10 lat i mogę Wam powiedzieć, jak wygląda proces wydania książki. Piszę książkę. Piszę książkę dość długo – pół roku. Oddaję książkę do wydawcy. Po jakimś miesiącu dostaję informację zwrotną – książka jest zaakceptowana do druku. Ksiązka najpierw trafia do redaktora, który nanosi poprawki. Dostaję w wersji elektronicznej plik i widać tam w Wordzie komentarze, z którymi mogę polemizować. Bywa, że czasami kłócę się z redaktorem, ale zazwyczaj się z nim zgadzam. Kiedyś w mojej powieści dałem opis bramy krakowskiej, który zajmował dwie strony. Przyjaciółka zasugerowała mi, że mam go skrócić, żeby nei zanudzic czytelnika detalami. Skróciłem do jednej strony. Spojrzał na to redaktor i poprosił mnie o redukcję do 3-4 zdań… i tak zostało…

Jako ciekawostkę muszę powiedzieć, że moja ostatnia książka została wydana tylko i wyłącznie w postaci audiobooku. Fajny aktor to czyta, komediowy, więc całkiem dobrze to wyszło. To też jest jakaś nowa forma dotarcia do czytelnika: e-booki. Kiedyś w SKM- kach czytało się tradycyjną książkę. Teraz mamy tablety. Teraz też podpisuję umowę z wydawnictwem, które tylko wydaje e-booki. Nowe pokolenie czyta książki w postaci elektronicznej. Ja na przykład mam wszystkie pomoce naukowe w PDF – ie, ponieważ gdy piszę i potrzebuję znaleźć jakąś informację np. na temat ubioru postaci, to włączam” CTRL + F” i program łatwo mi znajduje szukany fragment. Uważam, że to wszystko się bardzo zmienia. Kilka lat temu audiobooku i e-booki były dodatkiem do książki. Teraz stały się bardziej powszechne, a za 2 – 3 lata będą popularniejsze niż książka kartkowa.

LO: Tak pan uważa? Czy książka elektroniczna wyprze tradycyjną?

Dariusz Domagalski: To jest nowy sposób sprzedaży, dystrybucji. Teraz kompletnie się wszystko odwróciło. Wszystko się zmienia. Na blogach internetowych ludzie piszą recenzje. Kiedyś miałem okazję przeczytać recenzję mojej książki; „Cherem”. Recenzentka w ogóle nie wiedziała co to jest cherem i z tej książki też się nie dowiedziała. Nie każdy musi wiedzieć, ale to z książki to wynika – ze jest to cherem. Ktoś, kto chce być opiniotwórczy, niech nawet się nie przyznaje, ze czegoś takiego nie wie. To jest problem aparatu poznawczego. Kiedyś, jak były analizy krytyczne w czasopismach, to można było się wszystkiego o danej książce dowiedzieć, oprócz tego o czym ona jest. Dziś recenzja to często streszczenie książki. Streszczenie jest mylone z recenzją. Uwielbiam czytać polemiki krytyczne. Obecnie dostaję „reckę” z bloga – tak to się nazywa, gdzie zarzucają, że jest za dużo słów i jeszcze sugestia jak mam pisać, bo Martin pisze inaczej. Ludzie próbowali oceniać cykl krzyżacki poprzez „Grę o tron”, a nie na przykład poprzez Scotta czy mity arturiańskie. Martin jest genialnym scenarzystą filmowym – pisze te książki, jakby pisał scenariusz filmowy – ale kompletnie nie ma pojęcia o średniowieczu.

Kiedyś było więcej programów opiniotwórczych w telewizji powszechnej. Teraz mamy TVP Kulturę, która powinna być telewizją ogólno dostępną, a tak nie jest. Książki się przerzuca na wersję elektroniczną. Powstaje pytanie: czy chcemy takiej kultury? Tylko chyba nie ma już powrotu do tego, co było.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>